W walce z wielkimi korporacjami dysponującymi zaawansowanymi narzędziami marketingowymi, działami prawnymi i ogromnymi budżetami, konsument jest na przegranej pozycji
Wpisuję w przeglądarkę internetową hasło z wyszukiwanym produktem. Naturalnie u samej góry wyświetlanych wyników są te sponsorowane. Kliknij we mnie! Krzyczy link z ofertą na Allegro. No to klikam. Operator platformy radośnie wyświetla informację, że nie znaleziono szukanego przeze mnie produktu i proponuje, że sprzeda mi coś zupełnie innego. Irytujący drobiazg, ale od takich drobiazgów się zaczyna.
Skoro jesteśmy na Allegro, kolejny przykład. – Cześć Rafale, twoja ulubiona oferta jest tańsza – pisze Allegro.pl w e-mailu wysyłanym do klienta. Rafał się ucieszył, bo filtry do rekuperacji, za które zwykle płaci 147 zł, może kupić za nieco ponad 85 zł. Rzeczywistość okazała się inna. Po otwarciu linku wyświetliły się filtry, ale w standardowej cenie.
Bank zachęca do otwarcia elastycznego konta oszczędnościowego. Proponuje 4 proc., chociaż u konkurencji jest 5 i więcej. Ale co tam. Jestem leniwy. Myślę sobie: nie będę w nieskończoność przesyłać pieniędzy w poszukiwaniu lepszych warunków, zostawię je w moim głównym banku i otwieram rachunek oszczędnościowy. Po miesiącu jednak drugi bank kusi bardzo atrakcyjną ofertą. Nie mogę się oprzeć i wykonuję wewnętrzny przelew na główne konto, by przekazać pieniądze do innej instytucji. Na ekranie laptopa pojawia się plansza z informacją, że zgodnie z tabelą opłat i prowizji bank zabierze mi 9 zł. Powiecie, że drobiazg i że przecież mogłem przestudiować te tabele wcześniej. Ale jestem leniwy, a w innych bankach, z których usług korzystam, za wewnętrzny przelew raczej się nie płaci.
Operator telekomunikacyjny tak wiąże usługi, że rezygnacja z jednego, niepotrzebnego już numeru telefonu, kończy się utratą pakietu mobilnego internetu, z którego korzystają wszystkie przypisane do konta osoby. Sklep z odzieżą przysyła nie to, co zamawialiśmy, a gdy chcemy towar zwrócić, okazuje się, że proszę bardzo, ale trzeba go wysłać do Chin płacąc za kuriera tyle, ile kosztowało ubranie.
Takie przykłady można by mnożyć. W walce z wielkimi korporacjami dysponującymi zaawansowanymi narzędziami marketingowymi, działami prawnymi i ogromnymi budżetami, konsument jest na przegranej pozycji. I co z tego, że większość stosowanych wobec internautów praktyk jest zakazana? W e-handlu powszechne jest wprowadzanie w błąd, ukrywanie kosztów, czy nieudzielanie informacji o produktach i usługach, bez których trudno jest podjąć racjonalną decyzję. Jesteśmy przyzwyczajani do tego, że tak po prostu jest i że trzeba się z tym pogodzić. Ale czy rzeczywiście trzeba? 15 marca obchodziliśmy Światowy dzień konsumenta.