
Z Lukášem Vršeckým, prezesem i współzałożycielem Patron GO, rozmawiam o przyszłości usług wynikających z open bankingu

Czy open banking nie okazał się obietnicą większą niż rzeczywiste korzyści, które wynikają z niego dla klienta?
Na razie tak, ale tak to zwykle bywa z nową infrastrukturą. Pierwsze strony internetowe były po prostu drukowanymi broszurami przeniesionymi na ekran i nikt nie mógł z nich wyczytać, czym stanie się internet. Open banking jest dziś w tej samej fazie. Otworzył drogę do danych, ale klienci dostali z tego na razie głównie wykresy wydatków. Wykres to tylko inaczej narysowany wyciąg z konta, a nie nowa usługa.
Prawdziwa korzyść pojawi się wtedy, gdy dane przestaną tylko pokazywać, a zaczną coś zauważać. Większość ludzi nie ma czasu śledzić każdej płatności, więc umyka im subskrypcja, która niepostrzeżenie podrożała, albo taryfa, która w ciągu roku poszła w górę. Nasza aplikacja już dziś stara się automatycznie zwracać uwagę na takie rzeczy. Oprogramowanie to widzi, a człowiek decyduje już tylko, co z tym zrobić. Open banking nie obiecywał więc za dużo. Widzieliśmy na razie dopiero jego pierwszą, najmniej ciekawą część.
Wiele banków pozwala już zobaczyć w swojej aplikacji saldo z konta w innym banku. Czy to rozwiązane ma jakąkolwiek wartość dla klientów, czy chodzi raczej o sposób na to, żeby klient nie wychodził z aplikacji własnego banku i nie zaglądał do konkurencji?
Ma wartość. Widok wszystkich pieniędzy w jednym miejscu jest przydatny, a dla wielu osób naturalnym miejscem na niego jest aplikacja własnego banku. Dlaczego dany bank to zbudował, to już pytanie do tego banku. Ja mogę mówić z perspektywy klienta.
Saldo pokazuje, ile mamy pieniędzy, a nie co z nimi zrobić. Wartość pojawia się wtedy, gdy dane ze wszystkich kont pokazują coś, czego przy patrzeniu na jedno konto by się nie zauważyło, na przykład tę samą subskrypcję opłacaną z dwóch różnych kont. Każdą aplikację, także naszą, oceniałbym jednym pytaniem: czy klient po zajrzeniu do niej cokolwiek zmienił?
Skoro pytanie dotyczy motywów, to oto nasz. Aplikacja jest dla użytkowników bezpłatna, a zarabiamy, gdy użytkownik wybierze w niej ofertę partnera. To działa tylko wtedy, gdy krok, który proponujemy, jest wart zrobienia. Jeśli nie jest, nikt go nie zrobi.
Jak w praktyce wygląda dostęp do danych w bankach, z którymi pracujecie? Myślę tutaj o stabilności interfejsów, o opóźnieniach, brakach w danych. Na ile regulacja okazała się obietnicą, a na ile rzeczywistym ułatwieniem działalności takich fintechów jak Wasz?
Regulacja naprawdę pomogła. Bez PSD2 aplikacja, która za zgodą klienta odczytuje dane z konta, nie mogłaby działać tak, jak działa dziś nasza.
W praktyce jakość różni się między bankami i ciągle się poprawia. Zdarzają się drobne przerwy w działaniu i opóźnienia, jak to bywa w każdej usłudze połączonej z wieloma bankami naraz. Braki dotyczą zwykle szczegółów, na przykład skróconego opisu płatności albo brakującej nazwy sprzedawcy. Samo połączenie to jednak mniejsza część pracy. Po ponad 260 mln przeanalizowanych transakcji mogę powiedzieć, że większość pracy zaczyna się dopiero wtedy, gdy dane do nas trafią.
Od lat obiecywano klientom porządek w finansach, jeśli będą korzystali z usług powiązanych z AIS, czyli wynikajacej z open bankingu usługi dostępu do informacji o rachunku, a w praktyce wielu z nich nie używa tego wcale. Dlaczego, Pana zdaniem, to się nie przyjęło i czy inne usługi związane z open bankingiem takie jak PIS (usługa inicjowania płatności) czy VRP (zmienne płatności cykliczne) mają większe szanse?
Bo hasło "zrób porządek w finansach" wymagało od ludzi pracy, a większość ma na wieczór inne plany. Podłączenie konta, a potem ręczne sortowanie kategorii bawi garstkę entuzjastów. Dla wszystkich pozostałych usługa, która tylko odczytuje dane, musi sama przynieść im wynik: jedno spostrzeżenie wyjaśnione zwykłym językiem, z decyzją pozostawioną człowiekowi.
Patron GO tylko odczytuje dane z konta, za zgodą użytkownika. Do tego, co robimy, odczyt wystarcza. PIS i VRP rozwiązują inny problem: przesyłanie pieniędzy. Ich szanse zależą od tego, czy sprawią, że płacenie będzie łatwiejsze niż to, z czego ludzie już korzystają. W Polsce poprzeczkę ustawia Blik, i to wysoko.
Ile osób pozostaje w Waszej aplikacji po pierwszym miesiącu użytkowania i ile udaje im się zaoszczędzić?
Retencję traktujemy jako dane wewnętrzne, na każdym rynku. Dziś nie podajemy też kwot oszczędności, bo zależą one od tego, co każdy zdecyduje się zmienić, więc jedna średnia obiecywałaby coś osobom, których może nie dotyczyć.
Mogę natomiast powiedzieć, co decyduje o pierwszym miesiącu: czy aplikacja już na początku znajdzie w danych danej osoby coś, czym warto się zająć, i wyjaśni to jednym zdaniem. U jednych w ciągu roku zbiera się z tego zaskakująco duża kwota, u innych to drobne.
Która usługa, AIS, PIS, czy VRP, jest w praktyce trudniejsza do wdrożenia i gdzie najczęściej zawodzą banki?
Przesyłanie pieniędzy jest z natury trudniejsze. Jeśli coś pójdzie nie tak przy odczycie, płatność trafi do złej kategorii. Przy płatności w grę wchodzą prawdziwe pieniądze, więc PIS i VRP wymagają większej pewności od wszystkich stron. Szczegóły zostawię firmom, które je budują, a odpowiem w kwestii odczytu, bo tym się zajmujemy.
Przy odczycie samo połączenie jest w dużej mierze rozwiązane. Otwarte pozostaje to, że standard zostawia pole do interpretacji, więc banki wdrażają tę samą zasadę każdy po swojemu. Ta sama subskrypcja serwisu streamingowego może z jednego banku przyjść z czystą nazwą sprzedawcy, a z innego jako płatność kartą z nazwą miasta i uciętym numerem referencyjnym. Nie powiedziałbym, że banki tu zawodzą. Trzymały się zasady, która dopuszcza różnorodność, a poradzenie sobie z nią to zadanie tego, kto odczytuje dane. Ta sama zasada, różne dialekty.
Jak AI zmieni to, co zwykły klient dostaje dzięki open bankingowi? Które usługi będą według Pana najważniejsze za pięć lat?
To AI sprawia, że odczyt danych się opłaca. Nikt nie chce przeglądać setek pozycji z historii transakcji, a te pozycje się różnią, bo banki opisują tę samą płatność na różne sposoby. To dokładnie ten rodzaj czytania, w którym AI sprawdza się dobrze. Potrafi ustalić, czym naprawdę jest dana płatność i powiedzieć jedną przydatną rzecz zwykłym językiem. Co z tym zrobić, decyduje człowiek.
Za pięć lat nikt nie będzie mówił o open bankingu jak o czymś wyjątkowym, tak jak dziś nikt nie mówi o bankowości internetowej jak o nowości. Odczyt konta za zgodą jego właściciela będzie czymś zwyczajnym. Ludzie będą zwracać uwagę na to, czy aplikacja jeszcze przed końcem miesiąca powiedziała im o ich pieniądzach coś, czego nie wiedzieli.
Dziękuję za rozmowę.
Lukáš Vršecký jest współzałożycielem i prezesem Patron GO. Aplikację do automatycznej analizy domowych wydatków, wykrywania przepłacania za usługi oraz pomagającą w oszczędzaniu pieniędzy uruchomił w Czechach w 2021 roku razem z Jiřím Patákiem. Wcześniej przez lata budował programy lojalnościowe, a w 2025 roku Global Startup Awards ogłosiły go Założycielem roku w Europie Środkowej.