
Eksperci wskazują, że choć spadek wskaźnika finansowania długoterminowego (WFD) zaproponowany przez KNF zdejmuje z banków presję na przeprowadzanie emisji hipotecznych listów zastawnych, to banki powinny być zainteresowane emisjami kierowanymi do indywidualnych inwestorów
Pod koniec lipca Komisja Nadzoru Finansowego przyjęła nowelizację rekomendacji WFD. Jej celem jest zwiększenie w portfelach banków udziału długoterminowych instrumentów dłużnych w stosunku do wartości udzielonych kredytów hipotecznych. Spośród wprowadzonych zmian, czytelników cashless.pl może zainteresować ta dotycząca obniżenia wskaźnika finansowania długoterminowego z 40 proc. do 20 proc. Banki będą musiały go stosować od początku 2027 r., natomiast banki spółdzielcze – od początku 2029 r.
Zmieni się również sposób jego wyliczania. Jak tłumaczą eksperci, od teraz banki będą mogły uwzględniać w WFD depozyty długoterminowe przez nieokreślony czas (wcześniej mogły to robić do końca 2027 r.). To, w połączeniu z kilkoma innymi zmianami powoduje, że choć WFD spada, to rola depozytów długoterminowych i będących dla nich alternatywą listów zastawnych, pozostaje znacząca.
O zmianach wskaźnika WFD piszemy dlatego, że dotychczas konieczność jego spełnienia była jedną z głównych motywacji banków do przeprowadzania emisji hipotecznych listów zastawnych, także dla inwestorów detalicznych. Przypomnę, że listy zastawne to papiery wartościowe notowane na rynku instrumentów dłużnych Catalyst, którym zarządza Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie. Listy są uznawane za jedne z najbezpieczniejszych na rynku instrumentów finansowych, ponieważ są zabezpieczone kredytami hipotecznymi, a więc i nieruchomościami. Wyemitować je mogą jedynie specjalistyczne banki hipoteczne.
Ze względu na długi termin zapadalności oraz oprocentowanie listy zastawne mogą stanowić alternatywę dla obligacji Skarbu Państwa. Dotychczas dwiema udanymi emisjami tego rodzaju papierów dla indywidualnych inwestorów o wartości ponad 2 mld zł może pochwalić się PKO Bank Hipoteczny, natomiast niedawno mBank Hipoteczny uplasował listy zastawne o wartości 106 mln zł. Więcej na ten temat przeczytacie tutaj i tutaj.
Jak mówi Marcin Materna, dyrektor departamentu analiz w biurze maklerskim Banku Millennium, obniżenie docelowego poziomu WFD z 40 proc. do 20 proc. zmniejsza presję regulacyjną na pozyskiwanie długoterminowego finansowania, a więc pośrednio ogranicza jeden z głównych bodźców do zwiększania emisji hipotecznych listów zastawnych. Analityk Obligacje.pl Emil Szweda wskazuje, że na powyższych zmianach mogą stracić inwestorzy instytucjonalni.
– Emisje listów zastawnych nadal będą kierowane do inwestorów indywidualnych, ponieważ – co rzadkie na tym rynku – są one po prostu tańsze dla banku (niżej oprocentowane, przyp. red.) niż oferty kierowane do profesjonalnych nabywców. Fakt, że zmiany w obliczaniu WFD idą w kierunku zwiększania udziału długoterminowych depozytów detalicznych, także może sprzyjać detalicznym emisjom listów zastawnych jako konkurencyjnym dla depozytów źródle finansowania długoterminowego – komentuje dla cashless.pl Emil Szweda.
W tym miejscu warto podkreślić, że listy zastawne, szczególnie te kierowane do detalicznych inwestorów, mogą pełnić także inną rolę niż wyłącznie tą związaną ze spełnieniem WFD. Dla banków, które w swojej ofercie nie mają obligacji Skarbu Państwa (te oferują wyłącznie PKO BP i Pekao) mogą stanowić one alternatywny instrument finansowy dla klientów inwestujących długoterminowo. Dodatkowo wpisują się one w strategię promowania zdrowych i odpowiedzialnych inwestycji finansowych. Jak podkreśla Michał Sobolewski z domu maklerskiego BOŚ, hipoteczne listy zastawne nadal pozostają produktem, na który jest spory popyt wśród detalicznych klientów, dlatego banki z niego nie zrezygnują. Obserwacje te potwierdza także przedstawicielka PKO BP.
– Zmiana WFD nie przesądza o ograniczeniu oferty dla klientów detalicznych. Wybór rynku, skala i terminy emisji będą zależały m.in. od potrzeb finansowych grupy, relatywnego kosztu finansowania oraz popytu inwestorów. Widzimy wartość w upowszechnianiu listów zastawnych wśród klientów detalicznych jako długoterminowego instrumentu oszczędnościowego o konserwatywnym profilu ryzyka – podsumowuje Agnieszka Zdziennicka, dyrektorka departamentu finansów w PKO BP.