
Tańsze OC i unikanie podatku – oto dlaczego Włosi chcą rejestrować swoje auta i skutery w Polsce
Polska Izba Ubezpieczeń zamierza podjąć działania zmierzające do ukrócenia tzw. procederu włoskiego. Chodzi o zorganizowany mechanizm wykorzystywania różnic w kosztach ubezpieczenia OC między Włochami a Polską, polegający na fikcyjnym przenoszeniu własności i rejestracji pojazdów w Polsce w celu uzyskania tańszej ochrony ubezpieczeniowej. PIU uważa, że konieczne jest wzmocnienie kontroli, czy auto ubezpieczane w Polsce rzeczywiście znajduje się w naszym kraju.
Na czym polega proceder włoski? W niektórych regionach Italii koszty ubezpieczenia OC komunikacyjnego są wielokrotnie wyższe niż w Polsce, która wciąż cechuje się stosunkowo niskimi stawkami. Dodatkowo obowiązuje tam podatek od pojazdów mechanicznych. Część Włochów decyduje się więc skorzystać z usług pośredników, którzy – w zamian za odpowiednie wynagrodzenie – organizują transakcję sprzedaży pojazdu pomiędzy jego właścicielem a jedną z wielu włosko-polskich spółek zarejestrowanych w tym celu w Polsce. – Pojazd rejestrowany jest w Polsce, udostępniany w formie umowy użyczenia lub najmu faktycznemu włoskiemu właścicielowi. Wszystko odbywa się korespondencyjnie. Do zawarcia umowy ubezpieczenia, jako dane posiadacza pojazdu, podawane są np. dane polskiej spółki lub skradzione dane obywateli polskich – wyjaśnia Jan Grzegorz Prądzyński, prezes PIU.
Nie dość, że składka wyliczona jak dla pojazdu użytkowanego na terenie Polski jest nieadekwatna do ryzyka związanego z poruszaniem się np. po Neapolu, to jeszcze ostatecznie często należność nie jest regulowana w całości. Spółka po jakimś czasie kończy działalność, a jeśli do umowy ubezpieczenia podano skradzione dane polskich obywateli, to ci muszą się tłumaczyć z zaległości.
Ale nieopłacone składki to tylko jedna strona medalu. Drugą są coraz częściej pojawiające się szkody. Część z nich to zdarzenia rzeczywiście zaistniałe, inne – to próby wyłudzenia odszkodowania. Z ich uczestnikami trudno się skontaktować, a weryfikacja zasadności wypłat dotyczących tych zdarzeń jest bardzo kosztowna.
Jak to wygląda z perspektywy ubezpieczyciela? – Proces likwidacji szkód z Włoch jest realizowany przez włoskie towarzystwo ubezpieczeń – korespondenta, działające na podstawie umowy dwustronnej – tłumaczy Rafał Onysk, kierownik Zespołu Analiz i Narzędzi Bezpieczeństwa w PZU. – PZU refunduje wypłacone odszkodowania, ale ma ograniczone możliwości weryfikacji zasadności roszczeń (brak dostępu do dowodów, różnice w prawie cywilnym i ruchu drogowym). W przypadku szkód osobowych ryzyko jest szczególnie wysokie – np. w razie śmierci poszkodowanego roszczenia zgłasza cała rodzina, co jest zgodne z włoskim prawem, ale znacząco podnosi wartość wypłat – dodaje. Jak podkreśla, umowy zawarte w ramach procederu są formalnie ważne, dopóki nie zostanie udowodnione fałszowanie dokumentów. W takich przypadkach PZU współpracuje z UFG i organami ścigania, ale odpowiedzialność za szkody ponosi ubezpieczyciel, dopóki polisa jest prawnie skuteczna.
– W skali całego rynku ubezpieczeniowego "proceder włoski" jest już zjawiskiem zauważalnym. Nie ma istotnego wpływu na stabilność czy rentowność segmentu ubezpieczeń komunikacyjnych, ale z uwagi na nadużycia czy też fraudy wymaga podejmowania przez branżę działań analitycznych i prewencyjnych – stwierdza Marek Dmytryk, dyrektor Biura ubezpieczeń detalicznych komunikacyjnych w Compensie. – Dodatkowo w ostatnim czasie obserwujemy powiązanie procederu włoskiego z kradzieżą danych osobowych. Włoskie samochody czy skutery są ubezpieczane w oparciu o ukradzione tożsamości polskich obywateli. W grę wchodzi zakup nawet kilkudziesięciu polis na jedną, niczego nieświadomą osobę – przestrzega ekspert.
– Skala zjawiska jest zauważalna i ma realny wpływ na rynek ubezpieczeń OC, a w konsekwencji także na uczciwych klientów – potwierdza Rafał Stankiewicz, wiceprezes Warty. Jak tłumaczy, ubezpieczyciel stara się przeciwdziałać temu procederowi, analizując schematy i identyfikując podmioty, które zajmują się masową rejestracją takich pojazdów. – Jednak na etapie ofertowania nasze możliwości weryfikacji są ograniczone. Nie mamy dostępu do bazy PESEL, co w praktyce uniemożliwia skuteczne potwierdzanie tożsamości oraz danych wykorzystywanych przy zawieraniu umowy – zaznacza.
Choć w niektórych aspektach towarzystwa mają związane ręce, ubezpieczyciele, z którymi rozmawiałam, nie pozostają bierni. W miarę możliwości analizują dane rejestracyjne i historię pojazdu, starają się identyfikować nietypowe wzorce w strukturze klientów (np. masowe rejestracje na te same osoby lub podmioty), współpracują z organami ścigania i administracją w zakresie wykrywania fałszywych dokumentów, niektórzy też zaostrzyli procedury oceny ryzyka dla pojazdów sprowadzanych z zagranicy, co np. w PZU miało przynieść znaczne ograniczenie skali zjawiska. – Jako Compensa wdrażamy rozwiązania zarówno na poziomie systemowym, jak i w ramach indywidualnej weryfikacji poszczególnych ryzyk – zapewnia Marek Dmytryk. – Jednocześnie chciałbym podkreślić, że działania pojedynczego zakładu ubezpieczeń nie są w stanie skutecznie przeciwdziałać na poziomie całego rynku działaniom dobrze zorganizowanych grup przestępczych. Konieczne są więc zmiany systemowe – podkreśla menedżer.
Branżowi eksperci wskazują przede wszystkim na potrzebę zmian legislacyjnych i regulacyjnych. – Obecne przepisy nie przewidują skutecznych mechanizmów weryfikacji miejsca faktycznego użytkowania pojazdu przy zawieraniu umowy OC posiadacza pojazdu mechanicznego. Wprowadzenie obowiązku potwierdzania lokalizacji pojazdu (np. poprzez dodatkowe dokumenty, geolokalizację czy rejestry transgraniczne) mogłoby znacząco utrudnić zawieranie fikcyjnych umów – mówi Rafał Onysk z PZU.
Jak zauważa PIU, momentem weryfikacji, czy auto faktycznie znajduje się w Polsce, mogłyby być okresowe badania techniczne pojazdu. Niestety obecnie zdarza się, że stacje kontroli pojazdów przeprowadzają przeglądy "zdalnie" i w rezultacie pozwolenie na poruszanie się po polskich drogach otrzymuje pojazd, który może nawet nigdy nad Wisłą nie był. Izba wskazuje, że te nielegalne praktyki wpływają na rozprzestrzenianie się tego procederu.
Dużą rolę mogą odegrać też centralne rejestry i narzędzia analityczne. – Rozbudowa krajowych baz danych (np. CEPiK) o informacje dotyczące historii użytkowania pojazdu, jego lokalizacji oraz powiązań właścicielskich umożliwiłaby skuteczniejszą analizę ryzyka – uważa Rafał Onysk. Pomocne, a jednocześnie znacznie łatwiejsze do zrealizowania byłoby zaś zwiększenie wykorzystania już istniejących narzędzi, takich jak baza PESEL. – Ważna byłaby możliwość weryfikacji danych w rejestrach państwowych przez zakłady ubezpieczeń, wyłącznie na potrzeby zawarcia umowy – postuluje Rafał Stankiewicz. Dzięki temu ubezpieczyciel przed udzieleniem ochrony mógłby sprawdzić, czy umowa zawierana jest na realne dane, a także czy numer PESEL nie jest zastrzeżony. – Istotną rolę mogą odegrać także lepsze powiadomienia dla obywateli, np. w aplikacji mObywatel, informujące o zawarciu ubezpieczenia, nawet przed przerejestrowaniem pojazdu w urzędzie – dodaje wiceprezes Warty.
Niezależnie od tych postulatów, które wymagają wprowadzenia zmian prawnych, branża liczy też na zacieśnienie współpracy zarówno tej między samymi zakładami ubezpieczeń, jak i z organami administracji – tak tej krajowej, jak i włoskiej. Nie bez znaczenia może być też wzmocnienie działań edukacyjne zarówno względem klientów, jak i pośredników. Z pewnością pomocne byłoby uwrażliwienie agentów ubezpieczeniowych na ten problem i zwiększenie ich świadomości, jakie są konsekwencje prawne i finansowe udziału w takich praktykach.
– Bez wdrożenia tego typu rozwiązań i zaangażowanie instytucji publicznych "proceder włoski" nadal będzie obciążał segment ubezpieczeń komunikacyjnych oraz narażał obywateli na skutki kradzieży tożsamości wykorzystywanej do fikcyjnego ubezpieczania pojazdów – podkreśla Marek Dmytryk.
Warto też wspomnieć, że część jeżdżących po Włoszech pojazdów po zmianie tablic na polskie i zawarciu pierwszej umowy ubezpieczenia nie jest już ubezpieczana w kolejnych okresach. To nie oznacza jednak, że przestaje być problemem polskiego rynku. W takich sytuacjach rolę organu odszkodowawczego pełni bowiem Polskie Biuro Ubezpieczycieli Komunikacyjnych. To instytucja, która zajmuje się szeregiem kwestii dotyczących korzystania z OC poza granicami kraju, w którym pojazd jest zarejestrowany, w tym m.in. właśnie likwidacją szkód spowodowanych przez kierujących pojazdami z polskimi tablicami rejestracyjnymi, jeśli ci nie mieli ważnego ubezpieczenia.
W ostatnich latach notowany jest sukcesywny wzrost liczby zgłaszanych zdarzeń z terenu Włoch oraz dokonywanych wypłat świadczeń odszkodowawczych, które w konsekwencji, w związku z brakiem pokrycia ubezpieczeniowego, obciążają PBUK. Tylko w 2025 r. Biuro zarejestrowało na terytorium Włoch blisko 2,2 tys. szkód spowodowanych przez kierujących pojazdami bez ważnego OC, zarejestrowanymi w Polsce. Z szacunków Biura Włoskiego (czyli odpowiednika PBUK w Italii, z którym polskie Biuro współpracuje) na terenie Włoch – szczególnie w regionie Neapolu – na stałe porusza się ponad 35 tys. takich pojazdów.
– Jeśli chodzi o liczbę szkód zgłaszanych z wypadków we Włoszech oraz wypłacanych świadczeń odszkodowawczych, trend jest rosnący. O ile nie zajdą zmiany, które ograniczą, bądź też uniemożliwią rejestrację w Polsce pojazdów stale używanych na terytorium Włoch, należy się spodziewać wzrostu wydatków z tytułu szkód spowodowanych we Włoszech przez pojazdy bez ważnego ubezpieczenia OC posiadacza pojazdu mechanicznego – mówi Mariusz Wichtowski, prezes PBUK. – Polskie Biuro Ubezpieczycieli Komunikacyjnych prowadzi szeroko zakrojone działania, mające na celu ograniczenie skutków finansowych wynikających z zaistniałej sytuacji. Aktywności podejmowane wspólnie z partnerami włoskimi (którzy są żywotnie zainteresowani współpracą i ograniczeniem tego procederu) mają charakter windykacyjny, sprawdzający w wielu wypadkach z zastosowaniem metod detektywistycznych. Należy mieć jednak na uwadze, iż ich skutki przyniosą efekty dopiero za jakiś czas – dodaje prezes PBUK.
Niestety, póki Włochom będzie się opłacało kupować OC w Polsce, a dzięki temu minimalizować koszty ubezpieczenia, badań technicznych, unikać kosztownego podatku, a w niektórych przypadkach także móc użytkować pojazdy, które we Włoszech nie zostałyby dopuszczone do ruchu, popyt po stronie włoskiej będzie się utrzymywał. To polska strona musi się uzbroić w narzędzia, które pozwolą skutecznie ograniczać możliwość zawarcia takich umów, takie jak postulowane przez PIU wzmocnienie nadzoru nad tym, czy auto rzeczywiście znajduje się w kraju, czy wspominane przez przedstawicieli branży zapewnienie ubezpieczycielom dostępu do bazy PESEL na potrzeby zawarcia umowy.
Warto dodać, że problem występuje nie tylko na polskim, ale też innych rynkach, np. w Bułgarii. Tam jednak udało się doprowadzić do jego ograniczenia, m.in. wprowadzając obowiązek uczestniczenia policji w rejestracji pojazdu.