
Specjaliści uważają, że zwykły obywatel niewiele może zrobić ws. głośnego ostatnio wycieku danych, poza zastrzeżeniem numeru PESEL, jeśli jeszcze tego nie zrobił
Od kilku dni media głównego nurtu żyją wyciekiem danych osobowych z bazy firmy MyDr. Większości Polaków nazwa tej firmy niewiele pewnie powie, ale w jej systemach znajdują się dane milionów rodaków, ponieważ z jej usług korzystają m.in. przychodnie i lekarze. Informację na temat incydentu, którego ofiarą może być nawet 19 mln Polaków, kilka dni temu jako pierwszy podał serwis Zaufana Trzecia Strona. Teraz radzi, co każdy z nas w tej sprawie może zrobić. A może niewiele. Najważniejsze – zastrzec numer PESEL, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście.
W serwisie Bankier znajdziecie ciekawy felieton, autorstwa Michała Romanowskiego, adwokata w kancelarii Romanowski i Wspólnicy. Mecenas podejmuje temat niedawnych, głośnych słów prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, który nazwał niektóre działania banków banksterką (w serwisie cashless.pl mogliście przeczytać o tym tutaj). Romanowski pisze, że słowa prezesa UOKiK-u dowodzą braku jego bezstronności jako funkcjonariusza państwowego, co może dać bankom do rąk dodatkowe argumenty w sporach sądowych. A całe zamieszanie może się skończyć nawet tzw. pytaniami prejudycjalnymi do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej.
Jeśli chodzi o media zagraniczne to zwróciłem uwagę na tekst w Financial Times, na temat współpracy Revoluta i operatora przestrzeni coworkingowej – WeWork. Jak wynika z informacji FT, druga z tych firm postanowiła dość drastycznie podnieść ceny swoich usług oferowanych w ramach umowy z Revolutem (na jej bazie fintech oferował dostęp do przestrzeni biurowej użytkownikom droższych planów). W wyniku tego zdarzenia Revolut musiał ograniczyć świadczenia dla swoich klientów. Problem w tym jednak, że zapomniał ich o tym poinformować.
Źródła: Zaufana Trzecia Strona, Bankier.pl, Financial Times
Fot. Ilustracja wygenerowana przez AI