Technologia jest zbyt droga, a polski rynek zbyt mały, by utrzymywać startup bez solidnych fundamentów finansowych
Wystarczy spojrzeć na raporty insurtechowe sprzed trzech lat i sprawdzić, ile z opisywanych tam "gwiazd" nadal istnieje. Wnioski są brutalne. Przez lata próbowaliśmy w Polsce kopiować amerykański model budowania startupów: pozyskać kapitał, zbudować skalę za wszelką cenę, a rentownością martwić się później. Problem w tym, że w naszych realiach ten model po prostu nie działa.
W Polsce pieniądze z funduszy czy grantów zazwyczaj wystarczają na stworzenie produktu. Prawdziwy dramat zaczyna się w tzw. dolinie śmierci – momencie, gdy technologia jest gotowa i trzeba z nią wyjść na rynek. Wtedy kończy się kapitał i zaczyna się robić nerwowo. Polskie korporacje ubezpieczeniowe, mimo głośnych deklaracji o otwartości na innowacje, mają długie cykle decyzyjne. Zanim startup dowiezie pierwsze komercyjne wdrożenie, często po prostu bankrutuje lub jest zmuszony do ostrych cięć i restrukturyzacji.
Tworząc Sandis, za wszelką cenę chciałem uniknąć takiego scenariusza, stawiając na bootstrapping i koncentrując się na rentowności, która ma być driverem dalszego rozwoju. Technologia jest zbyt droga, a polski rynek zbyt mały, by utrzymywać startup bez solidnych fundamentów finansowych.
Wyszliśmy na rynki w USA i Chile z pozycji stabilnego partnera, z ugruntowaną już pozycją na dużym rynku w Europie. Ubezpieczyciel czy MGA, powierzając nam dostarczenie rozwiązań do dystrybucji ubezpieczeń, nie musi pytać, czy wystarczy nam środków z ostatniej rundy na dokończenie projektu. Patrząc na to z szerszej perspektywy, rentowny dostawca IT to po prostu mniejsze ryzyko operacyjne.
Felieton Marcina Bobruka, CEO Sandis, ukazał się w raporcie cashless.pl "Insurtechy w Polsce, vol.5". Partnerem głównym raportu jest PZU, partnerami wspierającymi Ecom, Trasti i Uniqa, partnerem Sandis, a partnerem merytorycznym astorya.vc.