
Polski insurtech nie jest skazany na jeden scenariusz. Może być trampoliną do dalszej ekspansji, ale może też być stabilnym miejscem budowania wartości
Insurtech w Polsce widzę nie przez liczbę rund finansowania, ale przez rozmowy, które kończą się pytaniem: "co dalej?". Słyszę je często – zarówno po stronie startupów, jak i wewnątrz dużej organizacji.
W PZU traktujemy współpracę ze startupami jako sposób na szybsze i bardziej efektywne adoptowanie nowych rozwiązań. Nie postrzegamy ich jako zagrożenia, lecz jako partnerów – enablerów, którzy rozszerzają nasze możliwości. Open innovation to jednak nie tylko otwartość na nowe pomysły, ale także umiejętność selekcji. Zwłaszcza w dużych organizacjach, które oczekują, że innowacje będą dopasowane do ich rytmu pracy. Nieprzypadkowo startupy szybciej uczą się języka korporacji niż odwrotnie.
"Język innowatorów" – pełen branżowych skrótów, modnych pojęć i obietnic – jest pierwszym testem: czy startup potrafi wyjaśnić, co właściwie robi i dlaczego to ma znaczenie (co naprawdę przyspiesza wstępną ocenę po stronie potencjalnego klienta!).
Dziś trudno znaleźć insurtech, który nie deklarowałby użycia AI. I nie ma w tym nic zaskakującego – według Gallagher Re, na świecie dwie trzecie finansowanych startupów ubezpieczeniowych to spółki budowane w modelu AI-first. Problem polega na tym, że samo użycie AI przestało być wyróżnikiem. Dlatego dziś kluczowe pytania brzmią: po co jest używana, w czym to podejście jest lepsze od innych i w jakiej postaci dostarczy korzyści.
Polska znajduje się w nieoczywistym punkcie. Rynek jest wystarczająco duży, by pozwolić startupom zbudować stabilny biznes i "przeżyć", ale jednocześnie zbyt mały, by myśleć o naprawdę dużej skali wyłącznie lokalnie. Dla porównania, w mniejszych ekosystemach, jak estoński, ekspansja jest warunkiem koniecznym od pierwszego dnia. W Polsce bywa wyborem. Jednocześnie nie brakuje firm, które potrafią wykorzystać lokalny rynek do zbudowania masy i referencji, traktując go jako punkt wyjścia, a nie docelowy horyzont. Być może właśnie dlatego – ze względu na popyt na rynku, jego regulowany charakter i dominację modelu B2B – na polskim rynku insurtech rzadko widzimy rewolucję. Nasze innowacje rozwijają się tam, gdzie odpowiadają na konkretne potrzeby. I to one, krok po kroku, budują jego dojrzałość.
Ostatnie lata pokazują, że polski insurtech nie jest skazany na jeden scenariusz. Może być trampoliną do dalszej ekspansji, ale może też być stabilnym miejscem budowania wartości, czego wszystkim polskim insurtechom życzę.
Felieton Aleksandry Brodowskiej, ekspertki ds. współpracy z insurtech i fintech w PZU, ukazał się w raporcie cashless.pl "Insurtechy w Polsce, vol.5". Partnerem głównym raportu jest PZU, partnerami wspierającymi ecom, Trasti i Uniqa, partnerem Sandis, a partnerem merytorycznym astorya.vc.