Bank da, ale i zabierze

Bank da, ale i zabierze

Dodano: niedziela, 15 listopada 2015 10:20

„W konia” robią nas wszyscy, nic nie jesteśmy w stanie na to poradzić, więc chociaż od czasu do czasy straćmy mniej niż zwykle

Małe literki i gwiazdki w bankowych ofertach mają ukryć często bardzo wygórowane warunki, które trzeba spełnić, by w pełni skorzystać z konta, lokaty czy kredytu. Nagminne jest np. wabienie nowych klientów wysokimi odsetkami - bo mało który bank zaoferuje swoim starym klientom takie warunki, jak nowym. A ci nowi owszem, dostaną dobre odsetki na lokacie – ale muszą w zamian założyć konto.

To się już od dawna nazywa cross-selling, ale w dobie drożejących usług bankowych nabrał ogromnego znaczenia. Pytanie brzmi – ile osób decyduje się na skorzystanie z takiej oferty ze względu na pożądanie wyższych odsetek, a ile po prostu nie doczytało?

Przeczytaj także: Jak to jest z tą miłością Polaków do nowinek technologicznych?

Taka np. SMART Lokata Na Powitanie. jeden miesiąc, 4 proc. I małymi literkami: dla nowych klientów, którzy jednocześnie założą SMART Konto. Literki są i tak większe niż w mailowej ofercie z mBanku z informacją o mocy eKonta mobilnego. Jak wiele innych jest zapisana w programie umożliwiającym tylko przejście na stronę banku. Tymczasem tak gdzieś 40 proc. reklamy to tekst napisany najmniejszą czcionką informujący klienta, co musi wykonać, by otrzymać zapowiadane 300 zł. A musi sporo, choć są znacznie bardziej wymagające banki. Te limity wpływu na konto, ta konieczność aktywnego z niego korzystania (czyli płacenia kartą).

Ostatnio nieco się zapędził BGŻ BNP Paribas. Postanowił zmienić opłaty za stare konta połączonych banków. Tylko jakim cudem uda mu się zatrzymać studentów, od których w przypadku Konta Student wymaga miesięcznych wpływów w wysokości 1000 zł – i nie może to być przelew z innego konta ani wpłata gotówkowa? 

Przeczytaj także: Uważajcie na luki w zabezpieczeniach domowego sprzętu z Wi-Fi

Czyli mamy z jednej strony banki, które chcą sobie powetować „straty” - czyli niższe zarobki – oraz przyciągnąć za wszelka cenę nowych klientów, by móc serwować im najróżniejsze prowizje. Z drugiej strony mamy... No właśnie, kogo? „Ciemny lud”, który to wszystko kupuje? Analfabetów? Desperatów? Ludzi nieumiejących liczyć? Pierwszych naiwnych? Czy może po prostu jest nam już wszystko jedno. Mówiąc gwarowo. „w konia” robią nas wszyscy, nic nie jesteśmy w stanie na to poradzić, więc chociaż od czasu do czasy straćmy mniej niż zwykle.

Newsletter